Jednym z głównych zagrożeń jest zjawisko „delegowania myślenia”. Rozmowa z prof. Joanną Mytnik | Politechnika Gdańska

Treść strony

Aktualności

Data dodania: 2026-02-09

Jednym z głównych zagrożeń jest zjawisko „delegowania myślenia”. Rozmowa z prof. Joanną Mytnik

Mytnik
Prof. Joanna Mytnik, dyrektorka Centrum Nowoczesnej Edukacji Politechniki Gdańskiej otrzymała nagrodę Pracodawców Pomorza "Wiatr w żagle edukacji". 

Co w otrzymaniu tej nagrody jest ważne dla Pani - docenienie czy fakt, że edukacja w końcu przestaje być traktowana jak temat poboczny?

Docenianie jest ważne, wzmacnia poczucie sensu działania, zwłaszcza w tak niedocenionym obszarze, jakim od wielu dekad w Polsce jest edukacja, mam na myśli również dydaktykę akademicką. Nasza motywacja do działania w dużej mierze wynika ze wzmocnień, jakie otrzymujemy w mózgowym układzie nagrody, dlatego też tak ważne jest budowanie programów doceniania w naszych uczelniach. To wyróżnienie to ważna informacja zwrotna nie tylko dla mnie, ale przede wszystkim dla zespołu Centrum Nowoczesnej Edukacji,władz uczelni i kadry akademickiej, bo od pięciu lat, odkąd istnieje nasza jednostka, wkładamy razem wysiłek w czynienie realnej zmiany w środowisku edukacyjnym w Polsce.

Myślę, że warto przypomnieć, iż CNE PG powstało dzięki brawurowemu pomysłowi rektora Krzysztofa Wildego, który miał – i teraz świadomie użyję mocnego określenia – wizję i odwagę przekuć jedno ze swoich marzeń w rzeczywistość. Dziś w polskich uczelniach powstają kolejne jednostki wspierające nauczycieli akademickich, ale ten model biznesowy został wymyślony na Politechnice Gdańskiej i pięć lat temu był innowacją na skalę kraju. Przedtem w niektórych polskich uczelniach funkcjonowały jedynie ośrodki wspierania e-learningu.

Dla mnie CNE PG jest symbolem odwagi i konsekwencji rektora, który zapewnił przestrzeń dla innowacyjnego myślenia i działania, a jest to rzadkość w polskich uczelniach. Drugim kluczowym elementem systemu wsparcia tej innowacji jest od początku prorektorka Barbara Wikieł, „matka chrzestna” CNE PG. Ja osobiście klasyfikuję CNE PG jako start up: kuźnia idei i zespół ludzi, którzy potrafią marzenia przekuwać w rzeczywistość nie poddając się przy niepowodzeniach. Działamy w oparciu o wzajemny szacunek, zaufanie, czerpiąc ze swoich różnorodnych kompetencji, dbamy o siebie nawzajem. Cechuje nas uważność na potrzeby nauczycieli i staramy się zwinnie na nie reagować projektując działania w oparciu o najnowsze wyniki badań i śledząc zmiany, które zachodzą w świecie. Co ciekawe, będąc częścią mocno hierarchicznej instytucji, mamy zupełnie płaską strukturę organizacyjna, działamy turkusowo.

Wracając do pytania chciałabym dodać, że o wyjątkowości tego wyróżnienia świadczy jej wymiar lokalny, nagroda od organizacji Pracodawców Pomorza to sygnał, że działania CNE PG są widoczne i przynoszą efekty.

Czy myślenie o edukacji jako procesie relacyjnym i wspólnotowym dojrzewało w Pani stopniowo, czy było związane z konkretnymi doświadczeniami z praktyki?

Jestem społecznikiem i ideowcem z urodzenia, pochodzę z nauczycielskiej rodziny, mój dziadek był działaczem społecznym, koszalińskim pionierem organizującym powojenną edukację w Koszalinie, założył pierwszą szkołę podstawową, której był dyrektorem. Z kolei mój tato, jako harcerz, pedagog i wieloletni dyrektor szkoły specjalnej oraz organizator ruchu „Olimpiady Specjalne”, wprowadził wiele innowacyjnych rozwiązań do edukacji dzieci ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi. Mając zaledwie 3 lata po raz pierwszy pojechałam na obóz harcerski (z tatą), jako 14-latka założyłam swoją pierwszą drużynę zuchową, a w wieku 21 lat roku - pierwszą firmę, która organizowała bardzo popularne obozy przyrodniczo-językowe dla dzieci i młodzieży metodą harcerską. Także pracując w szkole prowadziłam lekcje przez działanie i doświadczenie i w oparciu o relacje (na marginesie dodam, że do dziś tęsknię za szkołą). Więc jeśli pytasz o mnie i proces relacyjny oraz wspólnotowość, to myślę, że szukałabym korzeni w skautowskiej filozofii Baden-Powella. Harcerstwo kształtuje spójny system wartości, który łączy rozwój osobisty z odpowiedzialnością społeczną, jego fundamentem jest wychowanie poprzez działanie, służbę i wspólnotę. I dlatego edukację postrzegam jako proces oparty na relacjach i wspólnocie. Myślę, że również wybór ścieżki realizacji pasji badawczych (biologia) wynikał z wychowania w naturze, co także zawdzięczam harcerstwu.

Proces nauczania i uczenia się, niezależnie od etapu edukacyjnego, to coś znacznie więcej niż realizacja programu czy sylabusa, a już na pewno nie chodzi o „przekazanie wiedzy”, bo tę zawsze budujemy my sami przez bycie zaangażowanymi w proces (emocje umożliwiają tworzenie śladów pamięciowych), nie można nikogo niczego nauczyć, jeśli dana osoba nie chce się nauczyć. Tak więc zbudowanie wzajemnego szacunku i zaufania do siebie (ja, osoby uczące się oraz grupa między sobą) jest punktem wyjścia dla procesu uczenia się, mózg Homo sapiens wyewoluował jako organ głęboko społeczny regulujący emocje i relacje (poprzez ruch). Jesteśmy gatunkiem społecznym, nasz układ nagrody reaguje na relacje z innymi współplemieńcami! Znamy wiele badań pokazujących, że skuteczniej uczymy się od osób, wobec których odczuwamy sympatię, zaufanie i więź. 

Jest Pani przeciwna stopniom i obecnemu modelowi edukacji. Dlaczego, mimo, że potrzeba zmian jest ogromna, tak trudno o ich wprowadzenie?

Stopnie, czyli oceny cyfrowe, są jednym z elementów systemu edukacji projektowanego kilka setek lat temu na potrzeby ówczesnego świata, to jest społeczeństwa ery przemysłowej (przedtem funkcjonowaliśmy w kulturze rolniczej). Potrzeby był nowy rodzaj obywatela i powstający wtedy system szkolny miał dostarczyć pracownika fabryki i posłusznego żołnierza. To była ważna i potrzebna innowacja, dzięki temu niemal zlikwidowaliśmy analfabetyzm, a dzieci przestały być tanią siłą roboczą. Jednak przez ostatnie 250 lat świat zmienił się wielokrotnie, mamy dziś szeroką wiedzę neuronaukową, wiemy m.in. w jakich warunkach uczenie się jest możliwe, a w jakich jest tylko myśleniem życzeniowym, jak działa motywacja, jak powstają nawyki, jak nieefektywny jest wykład rozumiany jako monolog, jaką rolę w procesie uczenia się pełnią emocje, sen, przerwy pisanie ręczne, czytanie czy ruch. Oprócz neuronauk, mamy wiedzę o etapach rozwoju człowieka, mamy dostęp do nowych technologii umożliwiających nam komunikację z innymi i uczenie się niezależnie od miejsca i czasu, dzięki Internetowi każdy ma równy dostęp do informacji (a więc uczenie się bez nauczyciela staje się możliwe), mamy wreszcie generatywną sztuczną inteligencję, która rewolucjonizuje każdy obszar naszego życia, także edukację. I system, który nie zmienił się przez kilkaset lat.

Stopnie nie pełnią żadnej z przypisywanych im ról: nie mierzą poziomu wiedzy i umiejętności, nie komunikują o tym poziomie ani ucznia, ani nauczyciela, ani rodzica i nie motywują do budowania wiedzy czyli uczenia się. Owszem, motywują, ale do zdobywania stopni samych w sobie, a te można zdobyć na różne sposoby. Uczenie się w rozumieniu budowania trwałej wiedzy jest najbardziej energochłonnym procesem, a więc z perspektywy mózgu szacującego nieustannie zyski i straty w kontekście motywacji do podjęcia działania, zwyczajnie nieopłacalnym. Stopnie są atrybutem władzy, elementem zhierarchizowanego feudalnego systemu opartego na strachu. Wiemy z badań, że generują lęk, podsycają rywalizację (rozumianą jako wyścig nie mający nic wspólnego z realizacją celu dydaktycznego), wspierają etykietowanie uczniów, powodują unikanie wyzwań i realizacji zainteresowań. Nie niosą żadnej informacji zwrotnej, są subiektywne, niewystandaryzowane, a więc krzywdzące (prowadzi to do wielu tragedii związanych np. z niesprawiedliwą rekrutacją do szkół ponadpodstawowych).

Wyjście ze swojego schematu myślenia jest bardzo trudne, bo sami wychowaliśmy się w systemie pruskim i dopóki nie zobaczymy na własne oczy, że można inaczej zorganizować edukację nie umiemy sobie tego wyobrazić. A w wielu krajach europejskich można zobaczyć, jak może działać system edukacji z sensem i w oparciu o wyniki badań o człowieku. To jest trudne, bo dotyczy zmiany mentalności. To jest długi proces, potrzebna jest pokora i cierpliwość. I praca u podstaw. To właśnie dlatego szkolenia i konferencje, które organizujemy oraz materiały dydaktyczne, jakie tworzymy w CNE PG, są dostępne na otwartych licencjach. I przynosi to efekty, z naszego wsparcia, programów szkoleń i konferencji korzystają setki uczelni i szkół w całej Polsce. Postrzegam to jako swojego rodzaju misję: upowszechniać wiedze i dobre praktyki, budować społeczność ludzi uczących się, jestem bardzo wdzięczna, że Politechnika Gdańska jest organizacją, która czyni realną zmianę w edukacji, liderem wśród uczelni w obszarze wspierania rozwoju dydaktycznego kadry akademickiej i nauczycieli szkół.

W Centrum Nowoczesnej Edukacji na PG udało się Pani z zespołem zbudować cały system wsparcia dla nauczycieli. Co było trudniejsze: wprowadzanie nowych metod czy zmiana sposobu myślenia ludzi o nauczaniu?

Określenie „system wsparcia” jest kluczowe. Nie chodzi bowiem o pojawiające się działania akcyjne, pojedyncze szkolenia. Żeby zadziała się zmiana, między innymi w mentalności nauczycieli, musi być spełniony szereg warunków, ponieważ to sieć powiązań elementów całego systemu. Zaczęliśmy w pierwszym roku działania CNE od dwóch fundamentów zmiany systemowej: zmapowania potencjału nauczycieli w uczelni (te osoby stały się orędownikami zmiany) i zbudowania społeczności (nie tylko w uczelni, ale i w Polsce, znakomitą rolę pełnią  od 5 lat programy szkoleniowe skupiające nauczycieli „Dydaktyczne Piątki” i „Poniedziałki na Politechnice”). W drugiej kolejności otworzyliśmy możliwość stałego podnoszenia kompetencji zawodowych (szkolenia metodyczno-dydaktyczne), by w kolejnym, trzecim roku uruchomić programy doceniania tych, którzy czynią zmianę (program eduSHARE i coroczna uroczysta Gala „Święto Dydaktyki”). Jednocześnie oferujemy stałe wsparcie w obszarze dobrostanu nauczyciela, przeciwdziałania wypaleniu zawodowemu, możliwość profesjonalnych sesji coachingowych (indywidualnych i zespołowych). Dziś CNE PG ma w ofercie łącznie ponad 30 różnych form wsparcia nauczycieli. W tym roku, wraz z Centrum HR, uruchomiliśmy „Akademię Rozwoju Pracowników PG”, unikatowy na skalę Polski program umożliwiający uznawanie kompetencji w 5 ścieżkach rozwoju: dydaktycznego, liderskiego, badawczego, organizacyjnego i społeczno-wdrożeniowego. Dzięki temu organizacja (osoby kierujące zespołami) ma możliwość dostrzec i docenić rozwój każdej osoby w uczelni w różnych obszarach. I to wszystko składa się na pracę w obszarze zmiany mentalności, zmiany kultury organizacyjnej.

Edukacja nie tylko stoi w obliczu palącej wręcz potrzeby zmian systemowych, ale także przed ogromnymi wyzwaniami jakie niesie ze sobą sztuczną inteligencja. AI w edukacji budzi skrajne emocje. Jakie są Pani obawy związane z AI, a jakie widzi Pani możliwości w jej stosowaniu w nauczaniu?

Generatywna sztuczna inteligencja daje ogromne możliwości, ale naraża nas jednocześnie  na niebezpieczeństwo. To narzędzie jest jak ostry nóż, trzeba wiedzieć, gdzie jest trzonek i ostrze, żeby nie zrobić sobie krzywdy.  W obszarze procesów poznawczych jednym z głównych zagrożeń jest zjawisko „delegowania myślenia”, czyli oddawania wysiłku poznawczego, który leży u podstaw uczenia się, czyli budowania pamięci. Rezygnacja z tego wysiłku następuje niezauważalnie, bo rozwiązania jednak się pojawiają na ekranie, ale nie powstały połączenia na poziomie neuronalnym (tzw. dług poznawczy). Na to niebezpieczeństwo szczególnie narażone są osoby będące „nowicjuszami” w danej dziedzinie, a więc m.in. uczniowie i studenci, bo bez wiedzy domenowej nie jesteśmy w stanie krytycznie oceniać efektów od AI, nic nie wzbudza naszych wątpliwości, nie umiemy stawiać pytań. Badania już dziś pokazują, że w takich sytuacjach sztuczna inteligencja może osłabiać proces uczenia się, zamiast go wspierać. Innym zagrożeniem związanym z rozwojem społecznym jest budowanie relacji z botami przez młodych ludzi, które zastępują relacje z żywym człowiekiem. Pilnie potrzebujemy psychoedukacji AI. No i oczywiście cały obszar zagrożeń informacyjnych, m.in. techniki i narzędzia inżynierii społecznej, np. manipulacja. Dziś wszystko, co widzisz i słyszysz w świecie cyfrowym należy uznać a’priori za nieprawdziwe.

AI daje potężne możliwości rozwoju, ale trzeba rozumieć ciemne strony tej technologii, by etycznie i odpowiedzialnie jej używać. Na koniec podzielę się moja predykcją związaną ze zmianą roli nauczyciela wymuszoną przez rozwój technologii: myślę, że już niedługo nauczyciel-człowiek będzie dobrem rzadkim, pożądanym i bardzo drogim. Tylko bogatych będzie stać na takiego nauczyciela, większość z nas będzie się „uczyć” (cudzysłów celowy) z AI, choć to będzie zupełnie inny proces niż ten, który znamy. Niech to będzie wskazówka i zachęta do dalszego uprawiania głębokiego myślenia, czytania ze zrozumieniem i namysłem, reflektowania, krytycznego myślenia. Do dalszego budowania wiedzy własnej. Bo mamy sytuację paradoksalną: w świecie, w którym informacja jest powszechnie dostępna dla niemal każdego, nasza umiejętność myślenia nadal zależy od wiedzy własnej. I niech to będzie wskazówka dla nas, nauczycieli, w czym należy wspierać młodych ludzi.

Bardzo dziękuję za  rozmowę

Rozmawiała Barbara Kuklińska-Nowak z Działu Promocji i Biura Prasowego. 

43 wyświetleń